Miałam w głowie pewien pomysł na to jak ma się rozwijać ten blog… ale zupełnie spontanicznie chciałabym opisać moje świeże doświadczenie związane z winem.
Otóż raz na jakiś czas lubię wybrać się na degustację, jednak za każdym razem łapię się na tym, że moje wyobrażenie tego słowa rozmija się z rzeczywistością. Ostatnio znalazłam się na imprezie uważanej za jedną z najważniejszych dla polskiej branży winiarskiej (nazwy nie podaję, myślę, że łatwa do odgadnięcia).
Wersja z wyobraźni: piękne miejsce, cicha, nastrojowa muzyka w tle, na białych obrusach wystawione w rzędzie butelki (białe wina i szampany się oczywiście chłodzą), po sali krążą ludzie nawzajem uzupełniając komentarze dotyczące spożywanego trunku, przedstawiciele branży w fachowy sposób opisują każde wino, obsługa dba o dodatki (bagietki, owoce sery, wodę, dla odświeżenia kubków smakowych)… .
Rzeczywistość: piękne miejsce, cicha, nastrojowa muzyka w tle, na białych obrusach wystawione w rzędzie butelki... Niestety samo degustowanie to przeciskanie się/ stanie w kolejce do każdego stolika bez możliwości spokojnej rozmowy, bo z tyłu od razu można usłyszeć chrząkanie lub poczuć lekkie szturchnięcie mające na celu przepchnąć osoby, które akurat były przy stoliku, stąd bardzo ograniczona możliwość rozmowy z przedstawicielem. Samo próbowanie wina też było ryzykowne, bo odchodząc od stolika można się było natknąć na krążące po sali typy w średnim wieku, które już się obeznały z nazewnictwem winnym; „rzucają taninami” lub „polecają późny zbiór, bo to przecież dla kobiet” (sic!). Tylko drobny mankament stanowiły lekko czerstwe bagietki (drobny, bo dość szybko się skończyły).
A co do samych win, które próbowałam, to istniała bardzo duża ich różnorodność. Akcent polsko-amerykański, tzn. początkująca winnica, na którą liczyłam, jednak wino z niej okazało się dość płaskie i mało charakterystyczne (próbowałam rieslinga, w końcu w naszym klimacie białe są pewniejsze). Ciekawie się zaprezentowały wina chorwackie z odmianą malvazija, bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie Chablis, które zniewalało delikatnym smakiem słodkiej śmietanki. Natomiast królem imprezy okazał się być Tokaj, który zaprezentował całą gamę win; począwszy od wytrawnych furmintów, przez samorodni, aż po 6 puttonyos!
Zauważyłam też, że powoli na degustacje wkrada się lans- jeden z uczestników był zaopatrzony w profesjonalny (lniany?) woreczek zawieszony na szyi, przeznaczony na kieliszek. Genialne!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz